Absurd i czarny humor. Zauważam, że wszystkie książki, które lubię najbardziej, można scharakteryzować tymi właśnie dwoma określeniami.
"Zatrzymali się przed kościołem. Czarna skrzynia została na samochodzie, podczas gdy oni weszli wziąć udział w ceremonii. Zakonnik z nadąsaną miną odwrócił się do nich plecami i zaczął kręcić się bez przekonania. Colin stanął przed ołtarzem, podniósł oczy: przed nim, przybity do ściany, wisiał Jezus na swoim krzyżu. Wyglądał, jakby się nudził, i Colin go zapytał:
- Dlaczego Chloe umarła?
- Ja nie biorę za to najmniejszej odpowiedzialności - odparł Jezus. - Może pogadamy o czymś innym.
- A czyja to sprawa? - zapytał Colin.
Rozmawiali bardzo cicho i nikt ich nie słyszał.
- W każdym razie, nie moja - rzekł Jezus.
- Zaprosiłem cię na mój ślub - przypomniał Colin.
- Był udany - rzekł Jezus. - Dobrze się ubawiłem. Dlaczego tym razem nie dałeś więcej pieniędzy?
- Nie mam ich już - powiedział Colin - a poza tym teraz nie jest to mój ślub.
- Tak... - rzekł Jezus.
Wyglądał na zażenowanego.
- To zupełnie co innego - powiedział Colin. - Teraz Chloe umarła. Nie podoba mi się pomysł z tą czarną skrzynią.
- Mmmmmmm... - mruknął Jezus.
Patrzył gdzieś w bok i wyglądał na znudzonego. Zakonnik wywijał grzechotką i wywrzaskiwał łacińskie wersety.
- Dlaczego sprawiłeś, że umarła? - zapytał Colin.
- Och...! - zawołał Jezus. - Daj już spokój.
Szukał wygodniejszej pozycji na swoich gwoździach.
- Była taka delikatna - powiedział Colin. - Nigdy nie wyrządziła zła. Ani myślą, ani uczynkiem.
- To nie ma żadnego związku z religią - wymamrotał Jezus, ziewając.
Potrząsnął lekko głową, żeby zmienić nachylenie swojej korony cierniowej.
- Naprawdę nie wiem, co takiego uczyniliśmy - rzekł Colin. - nie zasłużyliśmy na to.
Spuścił oczy. Jezus nie odpowiedział. Colin podniósł głowę. Pierś Jezusa unosiła się delikatnie i miarowo, jego rysy wyrażały całkowity spokój, oczy miał zamknięte i Colin słyszał, jak z jego nozdrzy wydobywa się cichy pomruk zadowolenia, jak u nażartego kocura. W tym momencie Zakonnik przeskakiwał z nogi na nogę, dął w tubę i ceremonia się kończyła."
Boris Vian, "Piana dni", w: "Trzy powieści", tłum. Marek Puszczewicz, wyd. Liber, 2000, s. 148-149.
***
a wracając na ziemię...
Przepis zmodyfikowany. Oryginalny pochodzi z broszury "Moje Gotowanie".
Składniki:
- ok. 80 dag surowych, obranych ziemniaków
- 8 plastrów bekonu
- 2 pęczki dymki
- 30 dag sera camembert
- 200 ml śmietanki 18%
- łyżka masła
- sól, pieprz
Przygotowanie:
Piekarnik rozgrzewamy do 180 stopni.
Ziemniaki gotujemy w osolonej wodzie - odcedzamy jeszcze lekko surowe. Kroimy je w kawałki lub talarki i układamy w nasmarowanym łyżką masła naczyniu żaroodpornym. Następnie tniemy bekon w cienkie plasterki, rumienimy go na suchej patelni, mieszamy z posiekaną dymką (całą, wraz ze szczypiorkiem) i układamy na warstwie ziemniaków. Oprószamy pieprzem, polewamy śmietanką.
Ser kroimy w plastry lub cienkie cząstki i układamy równomiernie na wierzchu zapiekanki.
Wkładamy całość do piekarnika na ok. 20 minut - aż ser się ładnie stopi. Podajemy póki ciepłe z czerwonym, wytrawnym winem.